Loranty: Celem działania komandosa policyjnego jest zatrzymanie, wojskowego - neutralizacja [NASZ WYWIAD]

6
1
2
Dariusz Loranty
Dariusz Loranty / Fot. Wydawnictwo Fronda/Jakub Szymczuk/materiały prasowe

"Przy Magdalence narosło szereg mitów jak np. brak rozpoznania" - mówił w Dniu na żywo w TVMN nadkom. Dariusz Loranty, były dowódca Zespołu Negocjatorów KSP i oficer Wydziału ds. Terroru Kryminalnego.

Podwarszawska miejscowość, spokojna i niczym niewyróżniająca się okolica. Ale mieszkańcy Magdalenki nadal pamiętają marcową noc w 2003 roku. To miała być szybka i prosta akcja - policyjni antyterroryści starali się zatrzymać dwóch bandytów, podejrzanych o zabójstwo policjanta z Piaseczna. Akcja zakończyła się tragicznie - 18 antyterrorystów zostało rannych, a dwóch zginęło. To była ciężka noc, ale chyba jeszcze cięższy poranek?

Dariusz Loranty: Chciałem Państwu powiedzieć i mówię to po raz pierwszy na ekranach - w dniu zdarzenia w Magdalence byłem funkcjonariuszem jednostki antyterrorystycznej, a parę dni później byłem funkcjonariuszem Wydziału Terroru Kryminalnego KSP. Pamiętam doskonale atmosferę, gdy wykonywałem czynności służbowe tuż po zdarzeniu, pracując przy skutkach Magdalenki. 

To miała być prosta akcja, policyjni antyterroryści na miejscu starali się zatrzymać członków tzw. "Grupy Mutantów". Co poszło nie tak? 

DL: Przy Magdalence narosło szereg mitów jak np. brak rozpoznania. Wypowiadało się bardzo wielu ekspertów, mieliśmy sprawę sądową przeciwko trójce policjantów - dowódcy AT Jakubowi Jałoszyńskiemu, Grażynie Biskupskiej szefowej Wydziału ds. Walki z Terrorem Kryminalnym, zastępcy komendanta - Janowi Polowi. Wszyscy to byli "psy" z prawdziwego zdarzenia, którzy byli oskarżeni w tej sprawie o przyczynienie się - z racji niedopełnienia obowiązków służbowych, do śmierci policjantów. Wytworzyło się szereg mitów, stworzonych nie tylko z powodu zainteresowania medialnego, ale postawą ówczesnego kierownictwa policji w stosunku do tych funkcjonariuszy.

Postarajmy się zburzyć te mity, wrócić do wydarzeń z tamtej nocy i przeanalizować - dlaczego musiało dojść do tak tragicznych rezultatów?

DL: Przede wszystkim proszę mieć świadomość kim byli sprawcy. Próba ich zdjęcia, czyli zatrzymania były wcześniej podejmowane. Te próby nie zapewniały bezpieczeństwa innym osobom, z racji posiadanej przez nich broni. Zatrzymanie ich w przestrzeni publicznej, jeżeli nie byłoby to zrobione w sposób dynamiczny w miejscu odosobnionym, stanowiło potencjalne niebezpieczeństwo. Sam przebieg operacji, którą dowodził Jacek Birek, świetny funkcjonariusz, ciężko ranny w tym zdarzeniu. Komandos policyjny nie jest komandosem wojskowym. Może podobnie wyglądać, mieć podobne uzbrojenie. Celem działania komandosa policyjnego jest zatrzymanie, wojskowego - neutralizacja. Policjanci w tamtym momencie - to jest bardzo ważne i aż się nie chce w to wierzyć, nie mieli prawa użyć broni snajperskiej. Obecnie w akcji antyterrorystycznej policjant z takiej broni może oddać strzał tylko na rozkaz. Poprzednio za to groziła odpowiedzialność karna. Drugim mitem było nieprawidłowe zrobienie rozpoznania na terenie tego obiektu. Chciałem powiedzieć, że rozpoznanie przed szturmem to robi wojsko. Policja dokonała rozeznania posesyjnego i takie było zrobione, zarówno przez antyterrorystów, jak i funkcjonariuszy Wydziału Terroru. Nikt nie zakładał, a był to pierwszy przypadek w Polsce - tu być może był błąd, ale czy ktoś mógł przewidzieć rozłożenie ładunków wybuchowych, działających na zasadzie miny piechotnej? Nie miejmy złudzeń. Efekt śmierci był wynikiem niekonwencjonalnej obrony.

To była czarna noc dla polskiej policji. Jak te wydarzenia wpłynęły, jaki miały skutek? 

DL: Kolosalny. Dziś użycie snajpera nie stanowi żadnego problemu, zmieniły się przepisy ustawy antyterrorystycznej. 

 

Najnowsze
Sonda
Wczytywanie sondy...
6
1
Zapisz na później
Wczytywanie komentarzy...

Polecane

Przejdź na stronę główną
Na żywo